Dom to miejsce, w którym wszystko dzieje się trochę wolniej. Jest poranna cisza, miękkie światło wpadające przez okno i te małe momenty, które znikają szybciej, niż zdążymy je nazwać. Sesja z Jasiem i jego rodzicami była właśnie taka — spokojna, naturalna i bardzo prawdziwa.
Nie było pozowania ani „patrz tu”. Było tulenie, noszenie na rękach, śmiech i zwykłe bycie razem. Jaś, jeszcze malutki, ale już z charakterem, a obok rodzice — uważni, czuli, zapatrzeni w swojego synka. To jedna z tych sesji, podczas których aparat staje się tylko dodatkiem, a najważniejsze dzieje się pomiędzy.
Lubię domowe sesje za ich autentyczność. Za to, że pokazują rodzinę taką, jaka jest naprawdę — bez presji, bez scenografii, w rytmie codzienności. To fotografie, do których wraca się po latach, nie dlatego, że są „idealne”, ale dlatego, że są prawdziwe.